
Jeżeli chodzi o pierwszą dystrybucję to był to Red Hat Linux 7.2 który owego czasu był największą nowością, niestety nie pamiętam kiedy to było dokładnie (może ktoś wie?). Powiem szczerze, że jako człowiek domyślny i myślący logicznie nie miałem jakichś większych problemów bo wiedzę o systemach chętnie i sprawnie łykam w praktyce. Jedyne co pamiętam to to jak mi się coś zaczęło z dyskiem krzaczyć, nie z mojej winy co potwierdza fakt wykrycia bad sektorów i wymiana go na gwarancji. Swojego czasu nieźle się przy tym uśmiałem wchodząc do najlepszego serwisu komputerowego w moim mieście (w sprawie owego dysku) gdzie cwany majster informatyk zaczął "pewniaczyć" że wszystko zrobi, co to nie on itd. jakoś tak wyszło, że nie wspomniałem mu o systemie jaki mam i po załadowaniu gnome widziałem tylko jego wytrzeszczone oczy, zawiechę kolesia i głupie tłumaczenia, że musi na obiad uciekać hehehe :evil: . Z tego co dalej pamiętam to po perypetiach z braku Linuksowych perspektyw - tu mam na myśli brak niektórych appzów, gier powędrowałem z powrotem na Windows.
Ale cóż poradzić, w moim mniemaniu Linux jest jak narkotyk, kto raz spróbuje zostanie obezwładniony i prędzej czy później znowu będzie miał styczność z tym systemem. I w taki oto sposób kontynuując Linuksową zajawkę po czasie przerwy dzięki kumplowi natrafiłem na SuSE. Instalacja, konfiguracja itd. itd. i susełek trochę potrwał na moim twardzielu... tyle, że po jakimś czasie znowu wychodziła anty-ponadczasowość i odczuwałem braki softwarowe do niektórych czynności i znowu powróciłem do windy bo stwierdziłem małą przyszłościowość w tym systemie. I tak zostało przez jakiś czas ale z rutynowości Windows wkurzały mnie komunistyczne rozwiązania, bugi, bluescreeny itp. parę sytuacji było jak gwóźdź do trumny np. utrata bardzo ważnych danych, uszkodzenia softowe ech... i może i były okresy, że system stał naprawdę bardzo długo ale wystarczało czasami, że ktoś z rodzinki po googlach wszedł na nie taką stronę i znowu naprawianie tego gruzu i wnerw :/. Tak było do czasu gdy kolega z klasy wspomniał o Ubuntu, hmm no ok, pożyczyłem Live CD i wporządku, dobrze spolszczone, bogaty zasób appzów i funkcji. Normalnie w to mi graj. Instalacja, prostota itd. No ok ok tyle, że po niedługim czasie doświadczyłem zamuł, wykrzaczeń appzów i tym podobnych negatów i postanowiłem poszukać czegoś bardziej dopracowanego, reprezentatywnego, niezawodnego i zacząłem szukać wśród dystrybucji tj. "głównych".
Bo imo szkoda czasu na jakieś "odstępstwa" z którymi różnie bywa


hmm nieźle się rozpisałem, to by było na tyle.