Debian - porażka

Wszystko Off Topic
Rupert
Posty: 6
Rejestracja: 11 listopada 2008, 11:13

Debian - poraŻka

Post autor: Rupert » 11 listopada 2008, 12:51

Witam wszystkich chciałem napisać tu o tym jak przejechałem się na Linuksie (wersja Lenny), który miał być systemem o niebo lepszym od Windowsa, a okazał się zwyczajnie nieprofesjonalny i nielogiczny. Od razu zaznaczam, że ten tekst nie jest żadną marną prowokacją, chcę nim tylko przygasić nieco entuzjazm wszystkich młodych, którzy myślą, że na Linuksie można wszystko.

Byłem przygotowany na to, że nie będzie łatwo i owszem nie było. Już przy instalacji miałem duże problemy z opanowaniem tego systemu ale jakoś się wreszcie udało. Nie miałem problemów z dźwiękiem ani z połączeniem internetowym, grafikę też zainstalowałem i sterownik działał. Problem polega na tym, że ktoś chyba zapomniał o czymś takim jak funkcjonalność bo to co w Windows wydawało mi się całkowicie naturalne - tzn. że sterownik dodaje do tacki systemowej małe menu gdzie wygodnie mogę sobie sterować parametrami karty (mogę nawet zmieniać prędkość obrotów wiatraczka) - na Debianie już nie występuje. Wiadomo - najlepszym sposobem konfiguracji karty jest grzebanie w plikach konfiguracyjnych jakiekolwiek wygody są grzechem śmiertelnym.

I od teraz zaczęły się problemy - mam myszkę Razer Lachesis (nowa markowa myszka), Linux oczywiście nie słyszał o czymś takim więc musiałem posiłkować się jakimiś nieoficjalnymi sterownikami, które oczywiście nic nie zmieniły w działaniu myszki. Więc nadal nie mogę sobie ustawić czułości ani odświeżania. W Windowsie załatwiał to sterownik z interfejsem z tacki systemowej i wszystko latało jak złoto.

Ale te dwa problemy to mały pikuś przy największej wadzie Debiana - jest on potwornie wolny i toporny. Linuksa widziałem zawsze jako lekki i elegancko napisany system, który jest odchudzony z wszelkich windowsowych udziwnień (dlatego od razu spodobał mi się ascetyczny pulpit KDE) tymczasem uruchamia się on wyraźnie dłużej od mojego Windows XP, nad durnym kadu myśli chyba z 10 sekund, gdy chcę powiększyć strony internetowe w Firefoksie to komputer niemal się dławi przetwarzanymi danymi (muszę czekać dobre kilkanaście sekund zanim strona dojdzie do siebie po powiększeniu) - na tym samym komputerze w Windows powiększanie działa całkowicie płynnie.

Dodam w tym miejscu, że nie sprawdza się dewiza linuksowych guru czyli wejdź na Google bo co ja tam wpiszę "Linux mi wolno chodzi", "Linux tnie się przy każdej operacji"?

Ponadto na Debianie wszystko wygląda brzydziej niż na Windows, obrazki są strasznie rozpikselowane, niewyraźne. W Windows były o wiele ostrzejsze. Nie ma polskich fontów, wiem że można sobie zainstalować ale po to chyba wybrałem polską wersję kde żeby już się z tym nie bawić. Skoro już przy kde jesteśmy to system jest hmm... niekonsekwentny? Wybrałem sobie określony styl okienek (taki żółty) z poziomu pulpitu i działał przez kilkadziesiąt uruchomień systemu aż pewnego razu wrócił do ustawień domyślnych bez żadnej mojej ingerencji. Poza tym nie rozumiem - mam pulpit KDE ale jak kliknę prawym przyciskiem na pasek narzędziowy na dole i wybiorę "informacje o panelach" to piszę... Panel GNOME 2.20.3. Dla kogoś kto jest laikiem (dla mnie) jest to bardzo dezorientujące. Pomimo zainstalowania sterowników do karty graficznej dalej są problemy z wyświetlaniem obrazu - okienka folderów przy przesuwaniu zostawiają za sobą swoje "martwe kopie" (powstaje taka smuga za okienkiem), przy najechaniu kursorem na przycisk, który się "podświetla", a potem zabraniu tego kursora na przycisku zostają czasem fragmenty tego "podświetlenia".

Czepiam się? Na Windowsie takie rzeczy nigdy nie występowały. A Linux jest przecież lepszy.

Debiana zainstalowałem żeby mieć pełną kontrolę nad systemem, niestety Windows mimo swojej rozlazłości pozwalał na wiele więcej. Tak mi się uwidziało, że pasek z programami, miejscami, datą, godziną itp. dałem sobie POD pasek z otwartymi kartami (to z buttonem "pokaż pulpit") czyli na sam dół ekranu. Po restarcie Debian wywalił mi ten pasek z powrotem NAD pasek z kartami. Znowu go przestawiłem na dół, a Debian przy otwieraniu systemu znowu do góry. Uwidziało mi się że dam skróty na pasek programów do Kadu, Amaroka i Iceweasela. Po kilku uruchomieniach skróty te przestały działać. Dlaczego? Nic nie ustawiałem.

Jeżeli chodzi o kontrole to fatalnie wygląda też instalacja programów - miało to być bardzo dobrze rozwiązane i w sumie jest - w konsoli wpisuję np.:

Kod: Zaznacz cały

aptitude install amarok
i w kilka sekund masz amaroka. Ale skąd to się wzięło, jaka ma wersje gdzie jest katalog tego programu - nie wiadomo. To jest bardziej bezmyślne niż w Windowsie - tam przynajmniej była jakaś ścieżka dostępu widziałeś gdzie to instalujesz.

Przykładowo nie interesuje mnie w ogóle GNOME więc dałem:

Kod: Zaznacz cały

aptitude purge gnome
i zwolniło się 60 MB ale w:

Kod: Zaznacz cały

dpkg -l 
i w moich folderach dalej widzę jakieś śmieci z GNOME (niemal puste foldery itp.), które muszę wywalać ręcznie. A myślałem, że takie rzeczy to tylko w Windows. Tak na marginesie: dlaczego mimo, że mam KDE to loguje się za pomocą GDA (graficznego menadżera logowania pod gnome). I to nawet wtedy gdy usunąłem gnome.

W Linuksie jest też wiele absurdów - przykładowo montowanie dysków. Po jakiego ,,cukierka'' coś takiego w ogóle istnieje, nawet jeżeli nie korzystam z danej partycji to co z tego że jest zamontowana? Okoci się jak będzie na mnie czekać? Na dodatek jest to niekonsekwentne bo ustawiłem sobie jedną partycję jako /home i do niej mam dostęp już z Systemu Plików (z tego folderu '/') w Komputerze bez żadnego montowania, Systemu Plików też jakoś nie montowałem i działa. Ale dzięki mount mogę sobie zamontować System Plików np. w /mnt/SP i co wtedy. Wchodzę System Plików/mnt/SP i jestem w Systemie Plików! Cud, teleportacja!

Automatyczne montowanie partycji wg poradnika Kaki' - nie działa. Choćby dlatego, że w pliku konfiguracyjnym, w którym miałem wpisywać tą linijkę z partycją ntfs nie ma tyle kolumn do wpisywania.

Podobnym absurdem jest root. Dobrze, miałem nie korzystać za dużo z roota nawet jeżeli jestem jedynym użytkownikiem danego komputera, więc korzystam ze zwykłego użytkownika. Ale gdy muszę cokolwiek zainstalować/usunąć to I TAK muszę się logować na roota i dopiero wtedy mogę to zrobić. Konsekwencja jest taka, że chodzę sobie po katalogach etc jako zwykły użytkownik ale gdy chcę np. wpisać coś do pliku konfiguracji to i tak muszę się zalogować na root czyli właśnie teraz mogę coś zepsuć. Rozumiem, że jeżeli komputer ma wielu użytkowników to root jest potrzebny ale jeżeli jestem jedyną osobą, która w ogóle dotyka tego komputera to mogę spokojnie siedzieć ciągle na roocie bo jest to takie śmieszne zabezpieczenie, które działa tylko wtedy gdy nie istnieje zagrożenie (czyli gdy siedzę na zwykłym użytkowniku).

Linux, Debian = wolność, nikt ci niczego nie narzuca. A przynajmniej tak mi się wydawało - jakże się zdziwiłem gdy po pierwszym uruchomieniu systemu w programach zobaczyłem CA£Y pakiet OpenOffice (ja potrzebuje tylko writera i calca), gry Szachy roboty i mahjongg, program usśmiech, Totem i trzy przeglądarki internetowe. Dlaczego systemy operacyjne zmuszają mnie do marnowania czasu, tak jak w Windows musiałem walczyć ze znienawidzonymi Internet Explorerem i Windows Media Playerem tak i na Linuksie muszę wywalać Rhytmboxa, Epiphany, przeglądarkę RSS, klienta poczty i masę innego śmiecia. Przypominam, że przy instalacji wyraźnie zaznaczyłem _podstawowy system_.

Ale największą wadą to powolność, w Linuksie nawet jak zamykam okno folderu to znika około sekundy. W Windows znika natychmiast bez ciągłego przycinania się.


Podsumowując - być może Linux w rękach zawodowca jest narzędziem wydajniejszym od Windowsa ale z pewnością można w nim jeszcze dużo ulepszyć.

Pozdrawiam forumowiczów

//Mam nadzieję, że następnym razem jak zostaniesz poproszony o poprawienie błędów to zareagujesz odpowiednio szybko i nie będę musiał tego robić za ciebie. fnmirk

Awatar użytkownika
davidoski
Beginner
Posty: 234
Rejestracja: 17 kwietnia 2007, 10:53
Lokalizacja: Poznań

Post autor: davidoski » 11 listopada 2008, 13:20

W zasadzie sam sobie odpowiedziałeś na wszystkie pytania. Opisałeś po prostu swoją niewiedzę na temat systemu. I kogo tu za to winić? To nie jest system gotowy "out of the box". Od tego są Ubuntu itp. Spodziewałeś się po Debianie tego czego nie powinieneś, bo jego zalety są inne niż twoje oczekiwania.

Awatar użytkownika
grucha
Beginner
Posty: 345
Rejestracja: 29 września 2007, 01:04
Lokalizacja: Rzeszów / Kraków

Post autor: grucha » 11 listopada 2008, 13:44

Zupełnie zgadzam się z davidoskim, zabrałeś się za coś o czym nie masz pojęcia. Z resztą nie masz prawa mieć pojęcia o systemie, skoro go instalujesz pierwszy raz. Wątpię w to, że po pierwszym uruchomieniu Windowsa potrafiłeś w nim wszystko skonfigurować. Nauka systemu trwa długo, zwłaszcza, gdy przyzwyczaimy się do rozwiązań i metod z innego OS-a. W linuksie wiele rzeczy robi się inaczej [co nie znaczy trudniej]. Czytając twoją wypowiedź przypomniałem sobie swoje pierwsze boje z tym OS-em i z doświadczenia Ci mogę powiedzieć, że rozwiązanie większości problemów jest tak banalne, że w życiu byś sam na to nie wpadł.

W zasadzie jesteś bardzo przyzwyczajony do Windowsa, na tyle, że zrobienie czegokolwiek inaczej niż to się robi w systemach MS w głowie ci się nie mieści. Musisz zrozumieć, że Linuks nie jest Windowsem i albo to przyjmiesz do siebie, nauczysz się systemu od nowa i będziesz miał w pełni funkcjonalny, wygodny i dostosowany do własnych upodobań system, albo zostaniesz przy Windowsie i też będziesz zadowolony.

Rupert
Posty: 6
Rejestracja: 11 listopada 2008, 11:13

Post autor: Rupert » 11 listopada 2008, 14:50

Wszystko rozumiem, takze to ze moge nie umiec wielu rzeczy na poczatku ale zmniejszenie rozdzielczosci obrazkow czy to ze system dziala wolniej niz ciezki windows - tego juz zrozumiec nie umiem.nawet moj znajomy informatyk ktory siedzi na linuksie cale wieki (napisal swoja wlasna wersje) powiedzial ze to "bardzo dziwne".

Awatar użytkownika
ilin
Senior Member
Posty: 2289
Rejestracja: 26 sierpnia 2007, 11:54
Lokalizacja: PRLu

Post autor: ilin » 11 listopada 2008, 14:58

Rupert pisze:Wszystko rozumiem, takze to ze moge nie umiec wielu rzeczy na poczatku ale zmniejszenie rozdzielczosci obrazkow czy to ze system dziala wolniej niz ciezki Windows - tego juz zrozumiec nie umiem
Hmm dziwne bo zmniejszanie rozdzielczości obrazków załatwiam jednym skryptem (jedno polecenie).
No i Debian działa mi o wiele szybciej niż Windows jak kiedyś miałem.

Awatar użytkownika
lis6502
Member
Posty: 1798
Rejestracja: 05 listopada 2008, 20:14
Lokalizacja: Miasto Szybowców

Post autor: lis6502 » 11 listopada 2008, 15:10

Windy przeważnie są ciężkie, dlatego montuje się je na stalowych linach xD. Nawet nie uraczyłeś nas informacją skąd pobrałeś obraz... Skoro masz takie cyrki to może zmień źródło, np. na http://www.debian.org, gdzie bez pudła znajdziesz świeże iso. Poza tym, popatrz w drugą stronę: np. taki jak używam od zawsze Amiga OS. Przywykłem do tego, że pod RMB wyświetla mi się górna belka aktywnego programu, ścieżki dostępu takie jak s:startup-sequence to normalka, wszystkie polecenia są w c:. Tymczasem widziałem u kumpla piękną Vistę z Aero i mówię 'aaa spróbuję'. I nagle szok: jakie menu kontekstowe pod RMB? Jaki dysk C:? Gdzie jest polecenie assign? Do tego nie wiedząc że jest wiele architektur (wszakże używałem gołej A1200 na mc68EC020) postawiłem sobie 32bitową Vistę na 64bitowym procesorze, jadę na grafice zintegrowanej z płytą i zastanawiam się dlaczego tak wszystko muli. Odpowiedź jest prosta: zamiast poczytać n/t Windowsa i wyczytać że Vista to najnowsze dziecko Microsoftu wymagające koszmarnych zasobów, rzucam się na nią a potem obsmarowuję że to, że tamto. Tak samo Ty zrobiłeś instalując od razu Debiana. Po formie Twoich postów widać że nie miałeś zbyt wielkiej styczności z uniksopodobnymi systemami. A Debian to dystrybucja raczej dla średnio wtajemniczonych. Chcesz zacząć przygodę z Linuksem - Mandriva, Ubuntu tak teraz popularne. Nikt Ci nie mówi że nie opanujesz tego, mam na myśli że zacząć od Debiana to jak biegać nie umiejąc chodzić. Tutaj niewiele jest, jak to się nazywa w Windowsie: 'kreatorów'. Chcesz dostawać IP do swojej sieciówki przez DHCP, nie ma zmiłuj - edytujesz odpowiedni plik (Debian), lub klikasz i masz (Mandriva). Swojego pierwszego Debiana wywaliłem po 10 minutach od instalacji - też się zraziłem. Ale to co wiem zdobyłem głownie na Slackware. Jeśli upierasz się, że chcesz spróbować - wybierz prostszą dystrybucję.
Na marginesie: moderatorzy nie piszą na zielono bo tak lubią: przemyśl to.

Awatar użytkownika
Redhead
Junior Member
Posty: 526
Rejestracja: 17 lipca 2007, 17:37

Post autor: Redhead » 11 listopada 2008, 15:13

ja zaproponuje zeby nie instalowac calych srodowisk, jak sie nie potrzebuje.
Wersje gnome-light (pod debianem to chyba sie nazywa gnome-core) sa wystarczajace, jak nie chcesz niepotrzebnych rzeczy. To samo mozna zrobic z KDE.
Potem wystarczy zainstalowac co sie tylko chce, dzwiek i inne zabawki

budzigniew
Posty: 83
Rejestracja: 07 maja 2008, 11:29

Post autor: budzigniew » 11 listopada 2008, 17:01

zacząć od Debiana to jak biegać nie umiejąc chodzić.
I to jest wlasnie fajne w Debianie - jest bardziej wymagajacy, nie ma udziwnien ani kreatorow i dzieki temu zdobywasz solidne podstawy.
Kwestia jest tylko to, czy na prawde chcesz sie czegos nauczyc.

Awatar użytkownika
lis6502
Member
Posty: 1798
Rejestracja: 05 listopada 2008, 20:14
Lokalizacja: Miasto Szybowców

Post autor: lis6502 » 11 listopada 2008, 17:03

słuchaj, nie każdemu to może się podobać. Jedni potrzebują stabilnej stacji roboczej z elementami serwera, inni lubią się pomęczyć i z tego czerpać przyjemność. Nie wszystko smaczne co smakuje większości.

AdeBe
Junior Member
Posty: 825
Rejestracja: 01 grudnia 2007, 14:41

Post autor: AdeBe » 11 listopada 2008, 17:33

I tutaj występuje następny problem: są linuksowcy, którzy zachęcają do przejścia na Debiana/Slacka/Gentoo bo "ja to umiem, więc ty też szybko załapiesz o co chodzi". Błąd. Użytkowników Windowsa trzeba zachęcać do takich dystrybucji jak openSUSE, Mandriva, Ubuntu. Sama zmiana systemu jest dla nich tak wielkim szokiem, że pozbawianie ich kreatorów i autokonfiguracji to pewna droga do zniechęcenia.
Sam przyznaję bez bicia, że gdyby nie Ubuntu, to do tej pory siedziałbym na windowsie.

ODPOWIEDZ